sobota, 29 czerwca 2013

II Szczecińskie Spotkania z Książką dla Dzieci i Młodzieży

UWIELBIAM...UWIELBIAM...U w i e l b i a m takie spotkania, pomysły i działania.
Rozmawiając z koleżanką o targach książki jakie miały miejsce jakiś czas temu we Wrocławiu - byłam zazdrosna, tak bardzo pragnęłam by i książki przybyły do nas...nie wspominając o tym jak bardzo chciałam by moje dziecko chciało pójść ze mną gdzieś gdzie razem moglibyśmy powertować strony i przejrzeć pozycje książek - które byłyby dla nas doskonałą rozrywką na wieczorne wylegiwania.
Moja zazdrość nie miała końca, aż wreszcie odczytałam na pewnej stronie internetowej, że Szczecin nie jest jednak taki pokrzywdzony...bo pomysł miały Panie ... a nie tylko pomysł był im potrzebny ale i ...organizacja! Brawo - dziękuję bardzo w imieniu swoim i Syna!

I cóż ja mogę rzec w tej sprawie - szliśmy dość opornie, gdyż Syn odmówił chęci spacerowania, to też pomógł nam wózek...uff. Dojechaliśmy (tu też ja dotarłam na własnych dwóch nogach...) do Pleciugi, spoglądając z zachwytem na rodziców wychodzących z budynku z książeczką...bądź całą wieżyczką z książek. Wyszarpując kilka pieniążków ze słynnej ściany płaczu pobiegliśmy czym prędzej do książek.

Jakie one piękne! Wiele z nich już widziałam, bądź też posiadaliśmy albo i są nadal skryte w zakamarkach naszego mieszkanka. Z ogromną przyjemnością wertowałam strony, przeglądałam okładki - i gdybym mogła...przysięgam, że wzięłabym wszystkie.

Magia pięknych kolorów i obrazków sprawiła, że sama zachciałam być posiadaczką książek. Skusiliśmy się z Grzesiem na trzy z nich. Każda z innego wydawnictwa. I gdyby nie to, że specjalnie wzięłam ze sobą mniejszą sumę...to pewnie byłoby ich dużo więcej....a półki już się uginają więc przymknijmy oko...że lituję się nad nimi a nie nad własnym portfelem!

Wróciliśmy do domu pełni serdeczności przekazanej nam w tym miejscu od wszystkich obecnych i chętni ... na kolejne spotkania! Oby ich było więcej...i więcej.

Grzesiu był wniebowzięty oglądając książeczki. Polecono mi świetną bajkę "Niezapominajek" ... która doskonale obrazuje nasz obecny problem :)...po powrocie przeczytaliśmy dwa razy opowieść o Słoniku...na dobranoc już tylko przejrzeliśmy strony - myślę, że wrócimy nie raz do tej bajki.

PAMIĘTAJCIE - jutro też jest dzień, ponieważ jutro również "II Szczecińskie Spotkania z Książką dla Dzieci i Młodzieży" będą gościć czytelników w Pleciudze! Zapraszam z całego serca...

w chwilę po powrocie do domu:



Jeszcze raz DZIĘKUJĘ za to spotkanie...to bardzo ważne, że dzieci w Szczecinie są ważne...i dla nich (poniekąd dla rodziców, bo i oni mieli chyba największą frajdę :) ) są organizowane takie spotkania - wspaniale, że są wśród nas takie osoby, które o tym pamiętają!

sobota, 15 czerwca 2013

Micralite Superlite i ... plaża

Kupując przednie pompowane koła - marzyłam, że wezmę wózek na plażę. Ot co - w sumie był w planach wyjazd.
Zastanawiałam się - po wypróbowaniu Mamas&Papas Sola oraz Mutsy 4rider - czy będzie lepiej?

Odpowiedź brzmi TAK!



Jak dla mnie bomba...niewiele więcej rzeknę. Na suchym piachu przy schodzeniu na plażę owszem nie było to sunięcie bez problemu - ale powiedzmy, że był to tylko wyczuwalny opór, wystarczyło trochę mocniej popchnąć wózek.


Po plaży jechał bez zarzutu - mięciutko i przyjemnie. Niestety Synek nie miał chęci w nim jechać więc nie do końca jestem w stanie powiedzieć, czy jednak z "większym bagażem" dałby sobie radę? Myślę, że tak...po plaży nie jeździliśmy z malcem w wózku ale jednak po placach zabaw często zdarza mi się po piasku jeździć i nie odczułam tragedii na swoim kręgosłupie ani w ramionach podczas pchania wózka ;). Nawet dajemy radę przy małych kółkach przednich - przednie w górę - na tylne i jedziemy.


Polecam wózek osobom, które się wahają a chcą mieć zwinny i lekki wózek na wakacje - jednak nie jestem przekonana czy dałby radę przy maluchu, który spałby w nim. Jak dla mnie jest to świetny wózek na wypady do miasta, gdy dziecko już się wyśpi. Choć przyznam, zdarzyło się nam nawet w nim zasnąć - jednak trochę nie podobało mi się to, że głowa nie miała podparcia dobrego bo lekko obsuwała się.


Ps. doceniam jego duże tylne koła - dzięki nim jestem niezależna i mogę wjechać do tramwaju i autobusu po schodkach - niestety społeczeństwo nie jest zbyt pomocne i najchętniej szybko czmychają do drugich drzwi tramwaju/autobusu, jednak...zdarzają się uprzejme przypadki - którym jestem BAARDZO WDZIĘCZNA - DZIĘKUJĘ.

niedziela, 28 kwietnia 2013

Micralite superlite - spacery

Starałam się jak najbardziej obiektywnie ocenić wózek. Tak więc celem było - korzystanie przez okrągły tydzień z jego dobrodziejstw.

Zachwycają mnie tylne koła...mogę po różnej powierzchni przejechać bez problemu przechylając wózek. Podbija się fajnie - więc z przechylaniem i podbijaniem nie ma problemu.

Zakupiłam nawet przednie koła terenowe:

z nimi wózek wygląda bardzo stabilnie i jeździ super - szkoda że nie są one zwrotne ale cóż. Nie wszystko można mieć. Myślę, że po śniegu i na plaży będzie śmigał bez problemu.


Odnośnie przednich kół (tych skrętnych), są szeroko "rozstrzelone" co sprawia, że nie jest mi dobrze wnosić rozłożony wózek na piętra...lepiej wjeżdża mi się po schodach (to akurat jest super) - do tramwaju też ciężko go jakoś złapać wygodnie z dzieckiem. Łatwiej było mi z normalną parasolką która ma te rurki w jakiś sposób ustawione, że mogłam złapać wygodnie i wnieść wózek z małym. Tu ... nie opracowałam perfekcyjnego wnoszenia do środków transportu - więc chyba zostało mi wybierać te, które nie mają schodów albo na pieszo...

I jeszcze mały problem, na podjazdach...nie idzie wjechać tylnymi kołami co sprawia jednak sporo kłopotu - przednie dają radę ale jak np z dzieckiem w wózku przy dużym podjeździe sobie radzić bez większego wysiłku? nie da rady.
Mały nie narzeka, siedzi wygodnie chociaż czasem faktycznie razi brak podnóżka (to nie jest akurat dla nas problemem), jednak synek jak chce oprzeć nogi - to opiera na łączenie wózka które wygląda jak a'la podnóżek. Jednak zauważyłam, że naklejka już się odkleja z tego oto powodu...bez sensu.

Koszyk niby pojemny w miarę...ale pas przez środek - utrudnia wkładanie czegokolwiek. Mimo wszystko dajemy radę - zmieszczę koc, zabawki i jakieś przekąski małego...do tego ciuch na zmianę. Więc dajemy radę!


Wózek jak każdy - ma swoje minusy, ale na razie nie rażą mnie na tyle by się go pozbywać, bo bardzo się polubiliśmy ;) - czekam na wyprawę nad morze by sprawdzić więcej możliwości.

A oto wózek na spacerach:

sobota, 20 kwietnia 2013

Micralite Superlite Fastfold

Od jakiegoś czasu intrygował mnie wózek Micralite super-lite fastfold. Jego wygląd odpychał a jednocześnie wprawiał mnie w zachwyt. Lekka spacerówka, a jednak trochę jak nie spacerówka. Nierozkładane siedzisko - którego nigdy nie tolerowałam....a jednak, skusiłam się na niego.


Oczywiście jedynym kolorem jaki wchodził w grę to żółty i radosny, smutne całkowicie czarne wózki nie potrafią podbić mojego serca. Chociażby wkładka musi być w ładnym kolorze. Jednak ma to swoje wady - robaczki ;). Nie wiem dlaczego ale uwielbiają atakować moje zielone i żółte ubrania, akcesoria i ... dodatki wózków.




Micralite super-lite fastfold - pokraczny stworek z przeróżnymi śmiesznymi kombinacjami. Przekombinowany? chyba nie, bardzo pomysłowy.

No ale ale...zaczniemy od zachwytów:
- baardzo lekki, waży zaledwie 6kg;
- wózek po złożeniu może sam stać i mimo, że zajmuje więcej miejsca niż parasolka to jednak nie jest to jakaś kolosalna różnica;
- można wymieniać wkładki co sprawia że jest ciekawszy (już mnie kusi, żeby zamówić jakąś ładną wkładkę do niego);
- w lato będzie idealny jednak BEZ WKŁADKI, jest to siateczkowe przewiewne siedzisko;
- siedzisko jest mięciutkie, takie hamakowe;
- bardzo łatwy w czyszczeniu - minimalizm materiału a siatkę można szybko szmatką przeczyścić;
- regulowana rączka, na początku sądziłam że będę musiała dokupić dodatkową przedłużkę (jest dostępna w sprzedaży) jednak na chwilę obecną (zobaczymy przy dłuższym użytkowaniu) jak ustawię w odpowiedniej pozycji to bardzo fajnie się prowadzi (mam 170cm wzrostu);
- bardzo fajne pasy, łatwo się zapinają.
- elastyczne siedzisko pozwala na to by boki mogły się trochę rozciągać przez co syn nie wygląda jak sardynka w puszce;
- posiada 2 tylne pompowane koła, z przodu koła obrotowe małe niepompowane;
- możliwość wymiany przednich kół na pompowane - co pozwoli na podróże po śniegu, w lesie oraz na plaży.

Kuszące? oczywiście, że kuszące - ale ja nigdy nie zapominam o minusach :)
Od razu po rozpakowaniu z kartonu wózka chciałam zauważyć jak najwięcej wad - żeby nie czuć się później rozczarowaną bardziej. A może taka moja natura, bo wiem, że nic nie jest doskonałe (a szkoda!).



W trakcie przyglądania się wózkowi i wyszukiwania tego co mi nie odpowiada jednocześnie próbowałam temu zaradzić...
a więc:
- budka baaaardzo malutka, okienko jest ale nic nie widać przez nie - jednak jest potwierdzenie, że na rynku mamy chyba już wszystko, ponieważ odkopałam z szafki dodatkowy daszek chroniący przed słońcem z firmy Sunshine Kids . Jest bardzo fajny, można go przymocować do wózka odpowiednio. Daszek można znaleźć na allegro, choć w chwili obecnej nie jest dostępny. Próbowałam dopasować daszek firmy Teutonia ale ten niestety nie był odpowiedni.
- kolejnym minusem tego wózka a jednocześnie jego zaletą jest WAGA - z jednej strony super bo wiem, że będę mogła zejść z piętra bez problemu, z drugiej strony jest bardzo niepewny, ponieważ bałabym się trochę zostawić wierzgające dziecko samo w wózku z zakupami zawieszonymi z tyłu - albo wyjmując go z wózka wiem, że wózek fiknąłby do tyłu (akurat tak miałam również z parasolką cosatto) więc nie jest to odosobniony przypadek - lekkie wózki tak mają. Na szczęśćie wymyśliłam, że skoro nie jestem w stanie zakupić obciążników z UK to kupię obciążniki na ręce do ćwiczeń ;). Doskonale sprawdziły się do tego obciążniki SPOKEY 0,75kg. Trzymają się bez problemu :) a wózek przestał być chwiejny;
- trochę martwi mnie to, że wózek nie rozkłada się całkowicie w dół (chociaż nie mam doświadczenia z siedziskami nierozkładalnymi więc nie wiem do jakiego stopnia można je przechylać), chociaż jest bardziej dopracowany niż jego poprzednia wersja, która była rozkładalna jeszcze mniej (co mnie do tamtego zniechęciło w ostatniej chwili, gdy miałam go kupić) - przyznam, że całkiem fajnie dziecko wygląda w takiej pozycji półleżącej, chociaż wózek docelowo nie ma mi służyć do dłuższych spacerów do snu tylko na szybkie wypady;
- mały koszyk na zakupy (nad czym ubolewam) - ale istnieje możliwość powieszenia torby na akcesoria na rączce i problem jest mniejszy;
- wózek nie posiada podnóżka, tzn coś co wygląda jak podnóżek jest schowane pod siedziskiem przez co dziecko nie ma zbytniego dostępu do niego, mój Synek akurat nie jest fanem podnóżków bo lubi jak mu majtają nóżki jednak spotkałam się z opiniami, że jest to minusem;
- pewnie dla niektórych sama konstrukcja wózka będzie wadą - mój partner na początku stwierdził, że przez to, że wózek ma "tyle rurek na wierzchu to nie sprawia, że on mu zaufa" to jednak nie jest to takim problemem :);
- z pewnością wadą można uznać to, że gdy ktoś nie lubi być obiektem, któremu się przyglądają inni - ten wózek sprawi, że tak będzie :).

Pierwszy spacer jeszcze przed nami, akurat gdy wózek dotarł to pogoda nie dopisywała, mimo, że jest już bardzo ładnie na dworze. Czekam teraz więc na sprawdzenie jego możliwości na spacerze...a w późniejszym czasie nad morzem.








Odnośnie obciążników na przód - wygląda to w ten sposób:



Wygląd oryginalnego daszka wózka:


Daszek wózka wspomagany daszkiem firmy Teutonia (niezbyt pasuje prawda? wygląda jakby miał leżeć na twarzy dziecka):


I na końcu daszek firmy Sunshine Kids:



I jeszcze prezentacja z zawartością :) Mój 2 latek w wózku (waga 14kg i 96cm wzrostu):




Wygląda odstraszająco czy zachwycająco? Sami oceńcie, a w chwili obecnej mi się podoba :).




WYMIARY WÓZKA (dość ważna sprawa - sama się głowiłam i szukałam w internecie ile ma cm tu i tam):

Wysokość z rączką: 104cm
Szerokość rozstawu z kołami
- z tyłu: 40cm
- z przodu: 60cm
długość wózka: 75cm
wysokość siedziska: 55cm
szerokość siedziska: 24cm (w najszerszym miejscu 39cm)
głębokość siedziska 23cm

wymiary po złożeniu:
wys102xdł35xszer40

czwartek, 7 lutego 2013

Lisciani Giochi - Karotka - Mówiąca Farma

W poszukiwaniach prezentu na nadchodzące drugie urodziny syna wymierzyłam w siebie zadanie - coś co pozwoli mi pokazać dziecku jak wyglądają zwierzęta na farmie i jakie dźwięki wydają. Nieraz bawiliśmy się, że naśladowaliśmy te dźwięki, jednak brakowało mi czegoś jeszcze. Trafiłam w SMYKu na świetną konsolę - zwróciła moją uwagę ze względu na swoje kolory. Kształt krążka...niezbyt ciężka, przyjemne kolory niczym nie drażniące oczu. Cena około 60zł...czyli nie tak najgorzej. Zdecydowałam - zaryzykuję i kupię. Na początku przerażający dźwięk z reklamówki...głośny niczym histeryczny krzyk dzieci bawiących się w piaskownicy. Gdy wróciłam do domu niestety nie dało się przemycić prezentu, mój dwulatek niczym piorun trafił w reklamówkę i wyciągnął łup. Od razu rozpakował i w pełni szczęśliwości dosiadł do stolika. Odkryłam, wreszcie! Zabawkę można ściszyć! Nie jest to może dźwięk całkowicie szepczący ale jednak dużo cichszy. Naciskając marchewkę - wita się z nami i mówi co możemy zrobić. Ciekawe funkcje. Naciskając zwierzątka można usłyszeć (wybierając opcje) nazwy zwierząt, ich głosy. Jest zgadywanka oraz forma zadań dla dzieci - jednak dwie pozostałe opcje są raczej dla troszkę starszych dzieci, które rozpoznają dokładnie wszystko. PONIEWAŻ...i tu jest jeden mankament tej zabawki - zwierzaczki na przyciskach są bardzo małe a przy okazji czarne...jedynie można je rozpoznać po ich kształcie. Gdyby były kolorowe myślę, że dzieci z łatwością mogłyby rozpoznać jakie to zwierzę. To duży minus. Mimo wszystko bawimy się Mówiącą Farmą często. Jak producent zapewnia: "Karotka ma na farmie wielu przyjaciół! Z nią możesz nauczyć się wielu rzeczy i rozwijać umiejętność logicznego myślenia. Gospodarstwo Karotki to w rzeczywistości multiaktywny zestaw z kluczami dźwiękowymi, spełniający 5 funkcji dydaktycznych. Można nauczyć się nazw zwierząt na wiele sposobów i dobrze się przy tym bawić. Zabawny quiz pomoże ci rozwinąć umiejętność logicznego myślenia. Jeśli odpowiesz prawidłowo, Karotka Cię nagrodzi, jeśli nie, zachęci Cię w zabawny sposób do kolejnej próby. Ponadto, zawiera mnóstwo wesołych wierszyków, które możesz recytować z Twoim ulubionym przyjacielem." Możliwość zakupu w sklepie SMYK

Trwała farba do tkanin SIMPLICOL

Ostatnio miałam niemały problem, ponieważ zakupiłam płaszczyk dla synka i po praniu okazało się, że jednak odbarwił się jakimś sposobem. Była niezbyt piękna plama, która nie dała się wywabić. Kombinowałam z krawcową, zmieniłam kierunek guziczków jednak po drugim praniu znów się tak stało. Straszne! Wpadłam na pomysł zakupu farby od firmy SIMPLICOL. Kolor brązowy.
Ciekawie się zafarbował płaszcz nie pozostawiając plam więc zastosowałam to również do innych rzeczy np. stare beżowe buty partnera bądź błękitne body synka upaprane marchewką. Efekty tu:
Podsumowując – nie mam zastrzeżeń a wręcz polecam do typowych wpadek ubraniowych lub jeśli coś się znudzi – łatwy sposób na odzyskanie fajnych barw. Najważniejsze, że nie trzeba gotować ubrań jak przy niektórych farbach. Wystarczy wrzucić torebkę z farbą do pralki – kładąc na ubrania docelowo farbowane. Wstawić na 40stopni na pranie codzienne – bez wstępnego. Potem wyprać w proszku do prania i gotowe. Bardzo fajnie sprawdziłam, że pranie kolejne wstawione po farbowanym nie farbuje się . Farba szybko wypłukuje się z pralki więc bez obaw o kolejne prania. Opakowanie starcza na 600g wsadu prania, ale spokojnie można więcej wyprać.

Mutsy 4rider single spoke next

TĘSKNIĘ ZA MUTSY! Tak … tęsknię.Sola chyba nie jest tym co bym mogła kochać, ale lubię…bardzo. Jest pojemna, obszerna i wygodna, jednak…trzeszczy. Bardzo trzeszczy przez to, że nie ma jednej ładnie złączonej ramy tylko rama się składa i w tym oto cudownym miejscu…jest jedno wielkie TRZESZCZYSKO! Spożywając z moją pociechą sałatkę stwierdziłam, że chyba teraz mam najwięcej czasu na to by napisać co mnie zainspirowało wobec mutsy…za co go pokochałam i za co znienawidziłam. Mutsy 4rider single spoke next
Otóż, żaden z wózków na rynku nigdy nie napawał mnie radością czy też tęsknotą do siebie. Każdy podobny, każdy z tą samą funkcją…i każdy w tej samej kolorystyce, niedobrze mi się robiło. Jako że od X lat kocham dzieci i mam z nimi kontakt interesowały mnie tego typu rzeczy.Kilka lat temu spojrzałam na mutsy … jeszcze wtedy ten zwykły z dużymi kołami i spodobał mi się. Później uznałam, że jeśli będę mieć dziecko to na pewno musi to być Mutsy 4rider…obowiązkowo ze skórzaną rączką i pompowanymi kołami.Bydle ważyło sporo… Nadszedł moment gdy zobaczyłam 2 cudowne kreseczki na teście i drugą myślą jaką miałam to to, że w końcu będzie jeździł mój smyk w super wózku. Oczywiście znając mężczyzn nie trudno się domyślić, że jak zobaczył przyszły tatuś cenę wózka to powiedział stanowcze NIE, ale oczywiście niewiele miał wtedy do powiedzenia … bo każda kobieta umie skwitować kwestię wózka… facet ma samochód a my? wózki! Jak dla mężczyzny samochód bez dobrych funkcji i swojej urody…tak dla mnie wózek bez takich samych opcji – nie był wózkiem. Kolor padł na śliczny limonkowy…jasno zielony – zwał jak zwał, dość oryginalny, bo mało było wózków w podobnych kolorach.Mamusie podniecały się wtedy czarnymi wózkami a ja … NIE. Wózek miał być nie pobudzający ale radosny…wyróżniający się z tłumu, tak jak jego konstrukcja. Spełniał swoją rolę, nie raz spojrzenia ludzi lądowały na naszym wózku, sporo pytań na temat jego funkcjonalności. Obmyślając…wśród wielu zalet można na pewno wymienić obszerną budkę choć musiałam do niej dokupić dodatkowy daszek jak słońce świeciło (ale niestety w Soli mam dużo dłuższy i Grzesiu go nie akceptuje…).Kwitując dalej budkę … budka gondoli ma jeden ogromny mankament – nie ma takich blokad które pozwoliłyby napiąć ją maksymalnie. Łatwo się ją czyści, wystarczy mokrą ściereczką przetrzeć i voila! Odnośnie gondoli, nie jest mocno głęboka, ale na szczęście odpowiednio głęboka by starczyła małemu dziecku. Nasz smyk jeździł w niej do 5mca życia, choć nie siedział jeszcze to jednak musiał przesiąść się do spacerowej części wózka ponieważ był bardzo ruchliwy i wyciągał nogi z gondoli…a przy okazji była za krótka dla niego gdyż był długi. Gondola wewnątrz wg producenta ma 74cm. Ja już nie do końca pamiętam ile miała, wydaje mi się że około 70cm. Plus duży za fajne wyściełanie, pościel która jest dodawana do wózka jest cieniutka i w kolorze szarym, niezbyt ciekawa przyznam, nie używałam.
Siedzisko MUTSY jest już wyposażone w lepszą budę – którą można napiąć bardzo fajnie, trzyma się swojego miejsca, nie chwieje się nawet przy wiatrach (w soli niestety buja się na boki nieźle).Jak wspomniałam musiałam Syna przenieść do siedziska ze względów bezpieczeństwa gdyż chciał wysuwać się i nie chciał już w niej leżeć, bardzo dobrze przy tym spisała się specjalna wkładka do spacerówek. Pomogła wystabilizować jeszcze dość małego Skrzata w tym ogromnym wózku. Przyznam że spacerówka MUTSY jest duża, szeroka. Nie jest mocno wysoka ale za to szeroka…u nas synek wysoki więc w kombinezonie już sięgał pod daszek niestety zimą, a miał niespełna rok. Siedzisko ma wymiary 90×27. W siedzisku jest możliwość kilkustopniowej regulacji oparcia. Od całkowitego wyprostowania do leżenia, co do tego leżenia mam zastrzeżenia gdyż nie do końca jest to całkowita płaskość. Raczej lekkie nachylenie. Za to siad prosty…to prawdziwy siad prosty i to mi się podobało gdyż w M&P Sola neie ma tak…jest tak w półprosto. Bardzo fajne zapięcie – za to brawoo! Łatwe dla rodzica, ciężko odpinające się dla dziecka. 5 punktowe pasy, długie! bardzo fajne do zapinania – tego mi brakuje w M&P Sola. Oczywiście super opcja – możliwość ustawienia siedziska przodem i tyłem do rodzica, ja lubię z Grzesiem jeździć twarzą w twarz. Regulacja spacerowej części wymagała trochę wysiłku gdyż przycisk boczny ciężko się wciska…i trochę hałasuje, dlatego 2x mały obudził się gdy próbowałam go położyć w wózku jak zasnął w półsiedząco na spacerze. Dużym plusem jest na pewno możliwość dokupienia dużego kosza na zakupy, jednak samo wkładanie zakupów do tego kosza jest nie lada kłopotem ponieważ, jak się okazuje – część spacerowa posiada na dole 2 haki które niezbytnio wywiązują się ze swoich zadań a tylko przeszkadzają w momencie wrzucania zakupów gdy siedzisko jest przodem do nas. Na szczęście za każdym razem gdy mocno naginałam haki…nigdy nie złamały się – także są wytrzymałe jak cała konstrukcja wózka. Wózek dużo przeżył a wcale nie hałasował tak jak sola…cicha praca, fajnie radził sobie z pagórkami, zaspami śnieżnymi i innymi ciężkimi warunkami które spotykają każdą Polkę na chodnikach. Kolejnym plusem jest teleskopowa rączka – super! Cicho się wyciąga i nie wymaga dużego wysiłku. Jedną ręką szybko i sprawnie można regulować wysokość rączki. (W soli mam 2 przyciski boczne które muszę obiema rękoma mocno nacisnąć). Rączkę można wyciągnąć do 112cm…także rewelacja! Sam stelaż wózka nie jest mocno ciężki a przyjemnie można go przenosić wszędzie. Ciężko za to składa się wózek, są potrzebne dwie sprawne ręce i noga…sam mechanizm dość skomplikowany dla laika. Trzeba wcisnąć do końca rączkę trzymając „regulator wysokości” do tego drugą ręką podnieść „czerwony haczyk z boku stelaża” i jeszcze nogą trzymać wózek. Żadne z moich rodziców nie umiało go złożyć. Koła wytrzymałe, bardzo fajne, nie ścierają się zbyt szybko, raz przebiła nam się opona i w sumie szybko pan nam naprawił naklejając łatkę. Wyściełania gondoli i spacerówki można bez problemu odpiąć i prać w pralce w 40*C Podwozie wazy około 9kg, gondola 4,5 zaś siedzisko około 4kg
Wózek ma możliwość doczepienia fotelików oryginalnych Mutsy oraz Maxi Cosi za pomocą specjalnych zaczepów. My mieliśmy fotelik Mutsy i był bardzo fajny i pojemny. Biorąc pod uwagę że miał 2 schowki … wózek też posiada super schowki! Gondola ma pełno kieszonek a i spacerówka też… chociażby na daszku duża kieszeń.
POLECAM Z CAŁEGO SERCA KAŻDEJ ZASTANAWIAJĄCEJ SIĘ MAMIE!