2 dni temu jeszcze wydawało mi się, że jest przyjemna ciepła jesień...no może trochę pochmurna. W poniedziałek jednak ocucił mnie chłód bijący po twarzy.
Niczym nie przejęta rano wymarzłam do kości...bo i po co spoglądać na termometr za oknem, przecież nie jest potrzebny.
Zawzięłam się i skończyłam szyć śpiworek do wózka dla dziecka, skoro matka niemądra marznie to dziecko nie może! Cieplutki, że ho ho...bo aż 3 warstwy:
bawełna laminowana, ocieplinka 15mm, polar 420g. A jaki milutki!
Dziecię zachwycone, mama zadowolona, że ciepło. Wszyscy szczęśliwi...
Jeszcze trochę zaparcia i uszyjemy drugi...tylko nie wiem kiedy. Chwilowo daję sobie urlop! Co by mieć siły na uszycie ocieplanych spodni.
Piękne zabawki na nadchodzące święta już kuszą...z resztą, nie tylko one - książki również. Nie wspomnę o ozdobach i dodatkach...które to uzupełniają kuchnię.
Na próżno moim zapewnieniom (w zasadzie samej siebie), że nic nie kupię. Tam ta dam...
wylądował w kuchni oto i on:
piękny krasnal we własnej osobie ... oraz bałwan, bo jak święta bez niego? Czas odkopać z szafki mikołaja...o ile nie odleciał swoimi saniami.
krasnal:
bałwanek:
Przesłodkie!
wtorek, 26 listopada 2013
Święty Mikołaj nadchodzi...i co dalej? część 1
Jeszcze trochę czasu do Świąt Bożego Narodzenia,
zastanawiamy się co podarować dziecku?
Czasami mamy tak...że na Mikołajki dajemy prezenty, niektórzy tylko pod choinkę - a inni i na Mikołajki i pod choinkę.
I tyle tych świąt teraz, że chyba gubimy się w tym wszystkim, sklepy zasypują nas pomysłami już od października.
Jeszcze dawno dawno temu prezentów poszukiwało się w grudniu, wpadaliśmy w szał...i lataliśmy po sklepach, teraz zaczynamy swój rajd od października...listopada. Niektórzy składają prezenty cały rok.
Tyle udogodnień:
- mamy wenę na kupowanie prezentów
- zaczynamy w październiku kupować świąteczne mikołajki
- a nawet możemy korzystać do woli z internetu
Co teraz? Hmmm...tyle tego, nawet nie wiemy co kupić. Więc do dzieła.
Zadajemy sobie kilka prostych pytań:
- co nasze dziecko lubi robić?
- czy chcemy sprzątać dużo drobiazgów, czy nie bawić się w małe części?
- czy będzie to tylko dla jednego malucha czy dla kogoś jeszcze?
- jak duży mamy pokój dziecka?
- ile pieniążków możemy wydać?
- czy moje dziecko ma coś podobnego?
- czy aby na pewno będzie się tym interesować?
- czy może wydawać dźwięki?
Trzeba podjąć nie lada strategię, bo ile razy mieliśmy tak...że coś było zakupione a po jakimś czasie okazało się, że jest to totalny niewypał, nie odpowiada nam...ani dziecku, a przy okazji wala się po mieszkaniu i zbiera kurz.
Przedstawię kilka opcji prezentów, które wydają się ciekawymi dla dzieci w wieku 2-4 lat:
1. Jako wielbicielka "Poczytaj mi, Mamo", nowość na rynku cena: 34,90zł
2. Pakiet 5 książek z wydawnictwa Nasza Księgarnia cena: 150zł
3. Niedawno wydana książka w pięknych barwach cena: 12,99zł (promocja w sklepie Merlin.pl)
4. Mata Wodna (Aquadoodle)cena: 42,99zł
5. Zestaw lekarza KLEIN cena: 46,99zł (można uzyskać rabat wpisując hasło STATOIL2013)
6. Super atrakcyjne zabawki na tchibo.pl
7. Układanki wierszowanki cena: 20,99 (możliwość skorzystania z kodu rabatowego STATOIL2013)
8. Dla wielbicieli peppy:
a)Świnka Peppa - Link cena: 18,99 (- rabat STATOIL2013)
b) Puzzle ramkowe Peppa Rycerz cena: 9,13zł
zastanawiamy się co podarować dziecku?
Czasami mamy tak...że na Mikołajki dajemy prezenty, niektórzy tylko pod choinkę - a inni i na Mikołajki i pod choinkę.
I tyle tych świąt teraz, że chyba gubimy się w tym wszystkim, sklepy zasypują nas pomysłami już od października.
Jeszcze dawno dawno temu prezentów poszukiwało się w grudniu, wpadaliśmy w szał...i lataliśmy po sklepach, teraz zaczynamy swój rajd od października...listopada. Niektórzy składają prezenty cały rok.
Tyle udogodnień:
- mamy wenę na kupowanie prezentów
- zaczynamy w październiku kupować świąteczne mikołajki
- a nawet możemy korzystać do woli z internetu
Co teraz? Hmmm...tyle tego, nawet nie wiemy co kupić. Więc do dzieła.
Zadajemy sobie kilka prostych pytań:
- co nasze dziecko lubi robić?
- czy chcemy sprzątać dużo drobiazgów, czy nie bawić się w małe części?
- czy będzie to tylko dla jednego malucha czy dla kogoś jeszcze?
- jak duży mamy pokój dziecka?
- ile pieniążków możemy wydać?
- czy moje dziecko ma coś podobnego?
- czy aby na pewno będzie się tym interesować?
- czy może wydawać dźwięki?
Trzeba podjąć nie lada strategię, bo ile razy mieliśmy tak...że coś było zakupione a po jakimś czasie okazało się, że jest to totalny niewypał, nie odpowiada nam...ani dziecku, a przy okazji wala się po mieszkaniu i zbiera kurz.
Przedstawię kilka opcji prezentów, które wydają się ciekawymi dla dzieci w wieku 2-4 lat:
1. Jako wielbicielka "Poczytaj mi, Mamo", nowość na rynku cena: 34,90zł
2. Pakiet 5 książek z wydawnictwa Nasza Księgarnia cena: 150zł
3. Niedawno wydana książka w pięknych barwach cena: 12,99zł (promocja w sklepie Merlin.pl)
4. Mata Wodna (Aquadoodle)cena: 42,99zł
5. Zestaw lekarza KLEIN cena: 46,99zł (można uzyskać rabat wpisując hasło STATOIL2013)
6. Super atrakcyjne zabawki na tchibo.pl
7. Układanki wierszowanki cena: 20,99 (możliwość skorzystania z kodu rabatowego STATOIL2013)
8. Dla wielbicieli peppy:
a)Świnka Peppa - Link cena: 18,99 (- rabat STATOIL2013)
b) Puzzle ramkowe Peppa Rycerz cena: 9,13zł
niedziela, 17 listopada 2013
Nadrabiamy
Jak zwykle po czasie niebywania nadchodzi moment nadrabiania...i tak oto:
Nasze wspaniałe postępy Grzesiowe...
a)"nie tsieba" - nie trzeba (co jest już nagminnie wykorzystywane w każdej sytuacji, np gdy proszę o to by dał mi rękę...albo zrobił coś"
b)"muma" - moje
c)"mum" - mój
d)imiona niektórych dzieci, które zna
e)"hala" - Ela (z bajki)
Nie muszę wspominać, że czuję lekką ulgę, że moje dziecko zaczyna wypowiadać słowa, które mają sens :) choć nadal ułatwia sobie życie tworząc swoje skróty...
Jasne, całe życie kombinujemy, by iść na skróty...robić coś szybciej. Połowa sukcesu za nami.
Nie mając czasu na nic, zagubiłam moją maszynę do szycia, zagubiłam wenę na pieczenie...ale musiałam - urodzinowo w końcu dla rodziny upiec ciasto. Nie dało się tego ominąć.
I przepyszne faszerowane papryki - nawet nie pamiętam co tam było...dużo kombinacji, począwszy od pieczarek kończąc na chilli, które trafiło się całkiem przypadkiem osobie, która nie przepada za nim ;).
Nasze wspaniałe postępy Grzesiowe...
a)"nie tsieba" - nie trzeba (co jest już nagminnie wykorzystywane w każdej sytuacji, np gdy proszę o to by dał mi rękę...albo zrobił coś"
b)"muma" - moje
c)"mum" - mój
d)imiona niektórych dzieci, które zna
e)"hala" - Ela (z bajki)
Nie muszę wspominać, że czuję lekką ulgę, że moje dziecko zaczyna wypowiadać słowa, które mają sens :) choć nadal ułatwia sobie życie tworząc swoje skróty...
Jasne, całe życie kombinujemy, by iść na skróty...robić coś szybciej. Połowa sukcesu za nami.
Nie mając czasu na nic, zagubiłam moją maszynę do szycia, zagubiłam wenę na pieczenie...ale musiałam - urodzinowo w końcu dla rodziny upiec ciasto. Nie dało się tego ominąć.
I przepyszne faszerowane papryki - nawet nie pamiętam co tam było...dużo kombinacji, począwszy od pieczarek kończąc na chilli, które trafiło się całkiem przypadkiem osobie, która nie przepada za nim ;).
Kilka książek
Nie muszę wspominać jaką jestem maniaczką bajek i baśni dla dzieci. Już jestem posądzana o kupowanie zbyt dużo zabawek...ale książek jeszcze więcej!
Cóż poradzić, są piękne...kolorowe i wiele z nich wnosi mnóstwo mądrości nawet do naszego dorosłego życia.
Kilka fajnych propozycji książkowych zakupionych ostatnio przez nas :
Szczecin. Przewodnik dla dzieci.
Piękna i barwna książka, Grzesiowi bardzo się spodobała. Oczywiście głównie do oglądania na etapie 2-3 latka, ale bardzo ciekawa. Kilka ciekawostek i opisów.
cena: 35 zł
24 opowieści, każda z nich zabawna, ciekawa...obrazki delikatne i bardzo świąteczne. Prowadzą dziecko przez okres przygotowań świątecznych.
cena: 22,50 zł
Idą, idą Święta!
Interesujące małe książeczki, powciskane w powycinane otworki - króciutkie opowiadania na każdy dzień od 1 grudnia do 24 grudnia.
cena: 21 zł
Psotny Franek
Założeniem jest, aby dziecko miało możliwość przeczytać ją samemu - w odpowiednim wieku gdy już próbuje czytać, przyznam, że bardzo dobrze przemyślane. My na naszym etapie "czytania" ... wykorzystujemy umiejętności czytania mamy.
cena: 12,49 zł
A oto i książki, które niebawem "zasiądą" na naszych półkach:
cena: 23,36 zł
cena: 18,25 zł
cena: 20,44 zł
Zabawy Edukacyjne w mieście
cena: 12,99 zł
Cóż poradzić, są piękne...kolorowe i wiele z nich wnosi mnóstwo mądrości nawet do naszego dorosłego życia.
Kilka fajnych propozycji książkowych zakupionych ostatnio przez nas :
Szczecin. Przewodnik dla dzieci.
Piękna i barwna książka, Grzesiowi bardzo się spodobała. Oczywiście głównie do oglądania na etapie 2-3 latka, ale bardzo ciekawa. Kilka ciekawostek i opisów.
cena: 35 zł
24 zabawne przedświąteczne opowieści
24 opowieści, każda z nich zabawna, ciekawa...obrazki delikatne i bardzo świąteczne. Prowadzą dziecko przez okres przygotowań świątecznych.
cena: 22,50 zł
Idą, idą Święta!
Interesujące małe książeczki, powciskane w powycinane otworki - króciutkie opowiadania na każdy dzień od 1 grudnia do 24 grudnia.
cena: 21 zł
Psotny Franek
Założeniem jest, aby dziecko miało możliwość przeczytać ją samemu - w odpowiednim wieku gdy już próbuje czytać, przyznam, że bardzo dobrze przemyślane. My na naszym etapie "czytania" ... wykorzystujemy umiejętności czytania mamy.
cena: 12,49 zł
A oto i książki, które niebawem "zasiądą" na naszych półkach:
Miejsce na miotle
cena: 23,36 zł
Panieneczka z pudełeczka
cena: 18,25 zł
Gruffalo
cena: 20,44 zł
Zabawy Edukacyjne w mieście
cena: 12,99 zł
niedziela, 3 listopada 2013
Uciekaj chorobo!
Choróbska ciąg dalszy...
myślałam, że do tego czasu już dawno zapomnimy, a jednak...ciągnie się i ciągnie.
Było kilka dni, że lżej i lepiej się oddychało, ale znów wróciło.
Poratowałam się FRIDĄ i ściągamy katar, polepszyło się...i już byłam w pełni szczęśliwości - a tu zaatakowało coś znów. Mały od rana snuje się i smuci...ucho chowa - BOLI.
Ratunku!!!!!!!!!
Polecieliśmy do przychodni, gdzie dyżur miała pediatra, stwierdziła, że podać kropelki do nosa i do ucha (ucho boli od katarku)...i antybiotyk też nam dała.
Choć w sumie nie wiem po co, ok...nie jestem mega przeciwniczką antybiotyków, ale wcale też nie jestem zwolenniczką na podawanie ich gdy dziecko już jest w stanie dużo lepszym niż było (a bez antybiotyków się jakoś obyło). Stwierdziłam, że to przemyślę i skonsultuję jednak z naszą pediatrą czy trzeba podać antybiotyk, ona nie lubi antybiotyków, woli inne sposoby - inhalacje, inhalacje i inhalacje + czyszczenie nosa.
Martwi mnie tendencja wśród lekarzy, że nie próbują pomagać dzieciom, dorosłym...tylko pakują od razu w antybiotyki.
Jestem sama tego przykładem, od najmłodszych lat faszerowana antybiotykami - bo lekarz tak kazał, bo tak być powinno.
Mając lat kilkanaście infekcji miałam chyba po 2 na miesiąc...i antybiotyk, antybiotyk - a nie każdy nawet pomagał.
Dopiero po jakimś czasie się zawzięłam (ok, kłamać nie będę...gdybym nie zaszła w ciążę to pewnie bym w tym tkwiła dalej) - gdy pomyślałam o dziecku, zakupiłam inhalator i jakimś sposobem każde przeziębienie leczyłam inhalacjami...i wychodziłam z tego bez szwanku. O rety, da się? da się!
Polecam na przyszłość - zaopatrzyć się w inhalator, sól fizjologiczną...i inhalować ile sił, albo ile pieniędzy starczy na prąd i sól fizjologiczną ;).
Nasz inhalator (w sumie nawet nie wiem czy jeszcze jest dostępny na rynku):
myślałam, że do tego czasu już dawno zapomnimy, a jednak...ciągnie się i ciągnie.
Było kilka dni, że lżej i lepiej się oddychało, ale znów wróciło.
Poratowałam się FRIDĄ i ściągamy katar, polepszyło się...i już byłam w pełni szczęśliwości - a tu zaatakowało coś znów. Mały od rana snuje się i smuci...ucho chowa - BOLI.
Ratunku!!!!!!!!!
Polecieliśmy do przychodni, gdzie dyżur miała pediatra, stwierdziła, że podać kropelki do nosa i do ucha (ucho boli od katarku)...i antybiotyk też nam dała.
Choć w sumie nie wiem po co, ok...nie jestem mega przeciwniczką antybiotyków, ale wcale też nie jestem zwolenniczką na podawanie ich gdy dziecko już jest w stanie dużo lepszym niż było (a bez antybiotyków się jakoś obyło). Stwierdziłam, że to przemyślę i skonsultuję jednak z naszą pediatrą czy trzeba podać antybiotyk, ona nie lubi antybiotyków, woli inne sposoby - inhalacje, inhalacje i inhalacje + czyszczenie nosa.
Martwi mnie tendencja wśród lekarzy, że nie próbują pomagać dzieciom, dorosłym...tylko pakują od razu w antybiotyki.
Jestem sama tego przykładem, od najmłodszych lat faszerowana antybiotykami - bo lekarz tak kazał, bo tak być powinno.
Mając lat kilkanaście infekcji miałam chyba po 2 na miesiąc...i antybiotyk, antybiotyk - a nie każdy nawet pomagał.
Dopiero po jakimś czasie się zawzięłam (ok, kłamać nie będę...gdybym nie zaszła w ciążę to pewnie bym w tym tkwiła dalej) - gdy pomyślałam o dziecku, zakupiłam inhalator i jakimś sposobem każde przeziębienie leczyłam inhalacjami...i wychodziłam z tego bez szwanku. O rety, da się? da się!
Polecam na przyszłość - zaopatrzyć się w inhalator, sól fizjologiczną...i inhalować ile sił, albo ile pieniędzy starczy na prąd i sól fizjologiczną ;).
Nasz inhalator (w sumie nawet nie wiem czy jeszcze jest dostępny na rynku):
sobota, 2 listopada 2013
Willkommen in Berlin
Berlin...to miasto, które jest tak blisko nas - a jednak tak daleko, dlaczego? bo nigdy tam nie byłam (jedynie na lotnisku, ale to się nie liczy przecież).
W końcu za namową uznałam, że to istny wstyd nie odwiedzić tak pięknego miasta, które jest rzut beretem od nas - a więc...pojechaliśmy.
Jakiś czas temu wybraliśmy się na szybką wycieczkę po Berlinie.
Szybką...bo tylko weekendową, ale za to bardzo interesującą i niezwykle intensywną (w kilometrach licząc bardzo).
Dotarliśmy do wielu miejsc, kilka mnie zaintrygowało. Poczułam tę wenę...podróżnika, bo podróże uwielbiam!
I co tam tak ciekawego, co mnie zainteresowało? chyba wszystko...a w szczególności pąąąąąąąąąąąączki, zoo, dogodności dla wózków (nie tylko dziecięcych ale i inwalidzkich) i uprzejmość Berlińczyków.
Berlin jest cudownym miastem, które jest tak ogromne, że nie zdawałam sobie z tego sprawy, jest miastem, które posiada cudowną komunikację (jak niezwykle się przedostać z jednego miejsca w drugie bez wysiłku czy też samochodu).
Tak wielkie miasto...a można poruszać się po nim tramwajem, pociągiem czy też rowerem...nie trzeba autem? niemożliwe...a jednak wykonalne. Brawo...chciałabym u nas tak.
Co zaplanowałam...wizytę w ZOO - cudowna! Cztery godziny ponad łażenia i nie zobaczyliśmy wszystkiego (jeszcze pędem jaguara z dzieciem w wózku).
Cóż - z czystym sumienie mogę polecić (choć atrakcje w Berlinie w przeliczeniu na PLN nie będą nas zachwycać) - warto zabrać tam dziecko, szczególnie takie, które nigdy nie było w ZOO...a nawet! takie, które było, bo żadne ZOO w Polsce nie spodobało mi się tak bardzo jak to w Berlinie. Szczególnie spodobało nam się mini zoo dla dzieci - gdzie można było nakarmić kozy i owce i zagłaskać je (biedne przejedzone już były).
Kolejną atrakcją był LEGOLAND, jak tu odmówić młodemu osobnikowi takiej atrakcji (oczywiście to tylko ściema, rodzice bawili się lepiej niż dziecko).
W LEGOLANDZIE myślę...że za drogo jest to wszystko, choć klocki w sklepiku są w dobrych cenach (takich standardowych) to jednak sam wstęp jest sporym wydatkiem. Dzieci do lat 3 mają wstęp wolny.
Atrakcje są...tylko czy za niższą cenę nie byłoby ich? wiem, że zakupując bilet przez internet jest taniej (i chyba nie stoi się w kilometrowej kolejce - bo w weekendy jest spora).
Reszta atrakcji...to PIZZA HUT - gdzie byłam zaskoczona, bo dla dziecka podali osobne menu oraz kredki i malowankę - co było dla nas ratunkiem, bo Synek zajął się tym na dłuższy czas.
oraz masa zabytków i spacerów pośród pięknych parków...i odwiedzanie pobliskich sklepów,
niesamowicie spodobały mi się pączki DUNKIN' DONUTS - które choć smakowo są dość sztuczne...to wyglądem potrafią rozczulić moje oczy.
Berlin jest piękny, czasem myślę...czy mogłabym tam zamieszkać?
W końcu za namową uznałam, że to istny wstyd nie odwiedzić tak pięknego miasta, które jest rzut beretem od nas - a więc...pojechaliśmy.
Jakiś czas temu wybraliśmy się na szybką wycieczkę po Berlinie.
Szybką...bo tylko weekendową, ale za to bardzo interesującą i niezwykle intensywną (w kilometrach licząc bardzo).
Dotarliśmy do wielu miejsc, kilka mnie zaintrygowało. Poczułam tę wenę...podróżnika, bo podróże uwielbiam!
I co tam tak ciekawego, co mnie zainteresowało? chyba wszystko...a w szczególności pąąąąąąąąąąąączki, zoo, dogodności dla wózków (nie tylko dziecięcych ale i inwalidzkich) i uprzejmość Berlińczyków.
Berlin jest cudownym miastem, które jest tak ogromne, że nie zdawałam sobie z tego sprawy, jest miastem, które posiada cudowną komunikację (jak niezwykle się przedostać z jednego miejsca w drugie bez wysiłku czy też samochodu).
Tak wielkie miasto...a można poruszać się po nim tramwajem, pociągiem czy też rowerem...nie trzeba autem? niemożliwe...a jednak wykonalne. Brawo...chciałabym u nas tak.
Co zaplanowałam...wizytę w ZOO - cudowna! Cztery godziny ponad łażenia i nie zobaczyliśmy wszystkiego (jeszcze pędem jaguara z dzieciem w wózku).
Cóż - z czystym sumienie mogę polecić (choć atrakcje w Berlinie w przeliczeniu na PLN nie będą nas zachwycać) - warto zabrać tam dziecko, szczególnie takie, które nigdy nie było w ZOO...a nawet! takie, które było, bo żadne ZOO w Polsce nie spodobało mi się tak bardzo jak to w Berlinie. Szczególnie spodobało nam się mini zoo dla dzieci - gdzie można było nakarmić kozy i owce i zagłaskać je (biedne przejedzone już były).
Kolejną atrakcją był LEGOLAND, jak tu odmówić młodemu osobnikowi takiej atrakcji (oczywiście to tylko ściema, rodzice bawili się lepiej niż dziecko).
W LEGOLANDZIE myślę...że za drogo jest to wszystko, choć klocki w sklepiku są w dobrych cenach (takich standardowych) to jednak sam wstęp jest sporym wydatkiem. Dzieci do lat 3 mają wstęp wolny.
Atrakcje są...tylko czy za niższą cenę nie byłoby ich? wiem, że zakupując bilet przez internet jest taniej (i chyba nie stoi się w kilometrowej kolejce - bo w weekendy jest spora).
Reszta atrakcji...to PIZZA HUT - gdzie byłam zaskoczona, bo dla dziecka podali osobne menu oraz kredki i malowankę - co było dla nas ratunkiem, bo Synek zajął się tym na dłuższy czas.
oraz masa zabytków i spacerów pośród pięknych parków...i odwiedzanie pobliskich sklepów,
niesamowicie spodobały mi się pączki DUNKIN' DONUTS - które choć smakowo są dość sztuczne...to wyglądem potrafią rozczulić moje oczy.
Berlin jest piękny, czasem myślę...czy mogłabym tam zamieszkać?
Subskrybuj:
Posty (Atom)













